Nigeryjski przekręt z Putinem w tle

Gentle Giant

Giant Admin for a Day
Staff member
06.11.2007

"Nigeryjski przekręt" kusi naiwnych od bardzo wielu lat. Wydawałoby się, że w XXI wieku będzie coraz rzadszy i coraz mniej skuteczny. Musi być inaczej, skoro wyłudzacze konsekwentnie trzymają się tej metody, wprowadzając tylko nieznaczne modyfikacje. Niejaki Iwan Iwanow zaproponował mi ostatnio przejęcie części majątku Jukosu w zamian za pomoc w jego wyprowadzeniu.

Michał Piotr Pręgowski

Każdy chciałby dostać w prezencie, niewielkim wysiłkiem, kilkadziesiąt milionów dolarów, euro, czy nawet rubli. Wewnętrzny skąpiec-naiwniak w każdym z nas - zapewne ten sam, który namawia do kupowania losów totolotka - spróbuje przekonać, że nawet najbardziej niewiarygodna historia z otrzymanego "przypadkiem" e-maila może być prawdziwa. I właśnie na tym bazuje istota nigeryjskiego przekrętu, który już 10 lat temu, w ciągu zaledwie 15 miesięcy, wyłudził od samych tylko Amerykanów około 100 mln USD.

Cały proceder dobrze opisuje Łukasz Kozicki z Nospam-PL.net:

"Zasada działania oszustów w każdym wypadku pozostaje identyczna: należy ofiarę skusić niebotycznie wysoką prowizją za udział w niezbyt legalnym przedsięwzięciu (przy czym pozwala to łatwo tłumaczyć wszelkie machinacje dotyczące przepływu dokumentów), a następnie wyciągać od ofiary oszustwa stopniowo coraz większe kwoty - na łapówki, koszty transferu, wyprania pieniędzy, uzyskanie dokumentów umożliwiających transfer. Następnie pojawia się tysiąc innych komplikacji, a wszystkie bardzo - coraz bardziej - kosztowne. Oczywiście, o pokrycie wszystkie kosztów proszona jest ofiara oszustwa."

Łukasz, który od dawna zajmuje się problematyką spamu, zauważa przy tym, że nigeryjski przekręt bazuje na bardzo starej metodzie oszustwa, którą wykorzystywano już w latach 1904-1911 (chodziło o pomoc w wykupieniu rzekomego rosyjskiego więźnia z hiszpańskiego więzienia). Warto zatem wiedzieć, że droga elektroniczna nie tyle umożliwia prowadzenie "nigeryjskich przekrętów", ale znacząco ułatwia ten stary jak świat proceder.

Skąd jednak w nazwie wzięła się Nigeria? Początkowo większość takiej e-korespondencji pochodziła z państw afrykańskich, w szczególnosci zaś właśnie z Nigerii. Dodatkowo kodeks karny tego kraju od dawna uwzględnia tę konkretną formę wyłudzenia i poświęca jej osobny artykuł (nr 419; stąd inna nazwa przekrętu - przekręt nr 419).

Listy od afrykańskich notabli, generałÃ³w, zauszników, osobistych lekarzy, adwokatów, sędziów i pomniejszych urzędników najludniejszego państwa Afryki faktycznie otrzymywałem - sporadycznie, ale jednak - od wielu lat. Dopiero kilka dni temu dotarł jednak do mnie, pisany niezłą angielszczyzną, list od niejakiego Iwana Iwanowa, rzekomego księgowego Jukosu, który powołując się na nazwisko pana Chordokowskiego (bynajmniej nie Chodorkowskiego!) obiecał mi setki tysięcy dolarów za użyczenie konta do transferu firmowych pieniędzy. Sytuacja w Rosji niewesoła, czasy putinady - wiadomo. Gdyby nie świadomość, czym jest nigeryjski przekręt, poczułbym się jak, nie przymierzając, agent Litwinienko.

Oczywiście nie jest łatwo dojść do tego, skąd wypływa taka poczta. Konto w publicznej domenie Yahoo można obsługiwać z Polski, Nigerii i Rosji, podobnie jak z każdego innego kraju. O tym dotąd nie wspomniałem: konto pocztowe pana Iwana było założone w domenie Yahoo.pl (login w formie podobnej do: "ivan69ivanov").

Może być i tak, ze podobne listy są rozsyłane od lat, a do mojego otoczenia dotarły dopiero teraz - tak, jak część Czytelników pewnie nie spotkała się z nigeryjskim przekrętem. Odnoszę jednak wrażenie, że trop rosyjski jest stosunkowo świeży, choćby przez sytuację Jukosu i realia Rosji ostatnich kilku lat. Czyżby więc "bogaci Europejczycy" uodpornili się na bajki z Afryki i trzeba podać im coś z ich własnego kręgu kulturowego? Opowiedzmy bajkę o złym wilku Putinie - tę dobrze znają, może łatwiej w nią uwierzą?

http://technoblog.gazeta.pl/blog/1,84947,4648026.html
 
Top